|
|
|
|
Ostatnia aktualizacja: 02.01.2010 r. |
|
|
Autor Strona główna Moje wojsko Wstęp Szkoła Podchorążych Rezerwy Wykaz SPR-ów Kurs Szkolenia Rezerw Informacje ogólne Różne Linki wojskowe Moja fotogaleria WSO Toruń Ze strony MON-u Zostań żołnierzem Statystyka
Copyright 1998-2010 by "Żyj tak, by nikt przez ciebie nie płakał"
|
>> Szkoła Podchorążych Rezerwy: Jak to jest i jak to było z tym SPR-em ... Krótki rys historyczny autorstwa plutonowego podchorążego rezerwy Piotra Paszkowskiego Poniższe wiadomości nie pochodzą z jednego monograficznego źródła, lecz są zbiorem wiedzy zebranej z różnej literatury i rozmów z ludźmi. Dlatego zapewne są tam błędy i niedokładności. Pozwolą one jednak zorientować się dzisiejszym podchorążym, że służba absolwentów to nie wynalazek końca lat dziewięćdziesiątych, jak wielu uważa. Od około 1991 roku „Długotrwałe Przeszkolenie Wojskowe Absolwentów Szkół Wyższych” trwa 6 miesięcy, a szkolenie dzieli się na 3 miesiące SPR i 3 miesiące praktyki. Pobór jest szczątkowy, w niektórych latach zerowy. Szkółka kończy się egzaminem i praktyka również. Tyle, że egzaminem oficerskim. Stopień podporucznika rezerwy można uzyskać jednak dopiero po odbyciu, już w rezerwie, kilku przeszkoleń w jednostce do której otrzymało się przydział mobilizacyjny. W 1990 roku służba trwała 6 miesięcy i ograniczała się do SPR, bo praktyki nie było. W latach 80-tych (roku początkowego nie znam dokładnie, rok końcowy to 1989) służba trwała 12 miesięcy: 4 miesiące SPR i 8 miesięcy praktyki. Aż do 1989 roku można uznać, że „długotrwałe przeszkolenie absolwentów ...” miało charakter powszechny. Na uczelniach działało Studium Wojskowe, teoretyczne szkolenie trwało na nim dwa semestry, jeden dzień tygodniowo. Do służby czynnej brano prawie wszystkich. Kryteria zdrowotne były znacznie ostrzejsze niż teraz (czyli brano nawet z defektami teraz uznawanymi za dyskwalifikujące), a załatwianie „znajomościowo-korupcyjne” miało wyraźnie mniejszy zasięg niż dziś. Przykładowo z ok. 60 chłopaków, którzy skończyli Wydział Leśny SGGW razem ze mną w 1986, wojska uniknęło tylko około pięciu. Jak zawsze wyjątkiem byli medycy, mieli Studium Wojskowe jak wszyscy, ale służby czynnej albo nie mieli wcale, albo tylko kilka tygodni w czasie wakacji. Inaczej było też w Szkołach Morskich, ale jak dokładnie nie wiem. Od początku lat 80., aż do dziś podchorąży wychodził ze służby czynnej ze stopniem podoficerskim i tytułem podchorążego. Za egzamin oficerski uznawano egzamin końcowy po SPR, nie było oddzielnego egzaminu na koniec praktyki. Przydziały mobilizacyjne dostawało niewielu (bo była znaczna nadwyżka wyprodukowanych podchorążych ponad wojenny etat). Podporucznika można było dostać po przebyciu co najmniej kilkudziesięciu dni szkolenia w rezerwie, więc ten zaszczyt spotykał bardzo niewielu, bo z tych którzy mieli karty mobilizacyjne tylko niewielu brano na regularne ćwiczenia. Wyjątkiem znowu byli medycy, dostawali ppor. zwykle przy pierwszych ćwiczeniach w rezerwie. W latach 70-tych (dokładnych lat podać nie umiem) było Studium Wojskowe na uczelni, a służba czynna trwała też 12 miesięcy, najpierw w Szkole Oficerów Rezerwy - SOR, potem na praktyce. Różnicą było to, że wychodziło się z wojska jako podporucznik, choć nie wiem, czy dostawało się nominację po SOR, czy dopiero po praktyce. W latach 60-tych na uczelniach było już Studium Wojskowe, ale służba czynna ograniczała się do wakacyjnych obozów. Nie wiem z jakim stopniem przechodziło się do rezerwy, raczej nie było wtedy instytucji podchorążego. Wojsko miało jednak prawo przerwać studia i wezwać do normalnej służby zasadniczej. Los taki spotkał część studentów, którzy podpadli w czasie wydarzeń w marcu 1968. Lata 60. były przełomowe, bo wcześniej nie było zróżnicowania służby zasadniczej i absolwenckiej. W latach 50 to już groza. Po pierwsze ustawa sankcjonowała wtedy, powołanie do służby zawodowej pod przymusem. Była to praktyka dość częsta, bo wojsku brakowało zwłaszcza oficerów inżynierów i lekarzy. Znajomy mego ojca po skończeniu budownictwa na politechnice został właśnie takim „zawodowym z poboru”, nie było wyjścia, dosłużył się pułkownika, zbudował połowę polskich lotnisk wojskowych, a było ich wtedy bez liku. Z „poboru na zawodowego” korzystano do ok. 1956 roku, potem tego zaniechano, choć prawne możliwości pozostały jeszcze dość długo. Ci którzy mieli więcej szczęścia (a może mniej - to kwestia wyboru), po studiach byli brani do normalnej 2-letniej (w niektórych specjalnościach 3-letniej) służby zasadniczej. Czasami absolwentów zwalniano wcześniej. Część musiała jednak dosłużyć do końca, ale zwykle w trakcie zostawali podoficerami i zajmowali stanowiska etatowo przeznaczone dla zawodowych. Przed wojną było podobnie jak dziś. Każdy absolwent szkoły średniej (po tzw. dużej maturze) uzyskiwał prawo do służby podchorążackiej. Studenci mieli te same prawa, a służyli po zakończeniu studiów. Pobór był jak najbardziej powszechny. Szkolenie trwało 12 miesięcy i było podzielone na SPR (jak widać to historyczna nazwa) i praktykę. Z czasów przedwojennych datuje się biało-czerwony „sznurek censusowca” (dziś tzw. makaron), naszywany wokół naramienników.
Przysługiwał on jednak nie tylko podchorążym (rezerwy), ale też tym którzy mieli co najmniej średnie wykształcenie, a z jakiejś przyczyny nie zostali podchorążymi. Po stopniu używali oni dodatku „z cenzusem”, czyli np. starszy ułan z cenzusem. Nie nosili oni metalowej odznaki SPR, takiej jak nosimy dziś. Przed wojną prawie wszyscy podchorążowie po przejściu do rezerwy dostawali przydziały mobilizacyjne (wojsko wychodziło ze słusznego założenia, że im więcej w nim dobrze wykształconych żołnierzy, tym wojsko lepsze). Szkolenia w rezerwie należały wtedy do normalności i dlatego znaczna część podchorążych awansowała na ppor. i wyżej. We wrześniu 1939 zdarzali się kapitanowie z rezerwy. Cofając się jeszcze głębiej mamy do rozpatrzenia armie zaborców. Podobny do polskiego przedwojennego i dzisiejszego był system w Austro-Węgrzech. Kto czytał Szwejka to zna niejakiego Jednorocznego Ochotnika Marka, to właśnie taki nasz podchorąży rezerwy. Nieco mniej sympatii budzi podporucznik Dub, też z rezerwy, w cywilu gimnazjalny nauczyciel geografii. "Jeśli wojna jest długa, to zaczynają ja oficerowie zawodowi, ale kończą rezerwiści" |